Tak, tak.
Dzisiaj natknęłam się na bardzo ciekawą akcję pod hasłem: "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu", prowadzoną przez Dzosefinn. Wyjaśniać za wiele nie trzeba, ale jednak to zrobię, gdyż początkowo sama uznałam, że aby wypełnić to zadanie muszę przeczytać 172 książki w ciągu roku. Przyznam, że to kusząca perspektywa, ale za czytanie póki co nikt mi nie płaci. Po zgłębieniu tematu okazało się, że na sumę przeczytanych centymetrów mają się składać zmierzone grubości grzbietów. Ponieważ wiem, że jest wiele osób, które używają wszelkiego rodzaju czytników (to bardzo oszczędza miejsce, sama preferuję czytnik), po chwilowych poszukiwaniach dotarłam do sprytnej przeliczarki klik!
Kilka pozycji mam już za sobą, pod koniec tego miesiąca zbiorę to wszystko (metrycznie!) do kupy, za dwa miesiące hurtem.
PS. Tytuł jest oczywiście przewrotny i nie bierzcie go do siebie. Przez jeden post chciałam być tabloidem!