Są
takie filmy, na które chodzi się dla ulubionego aktora, albo
reżysera, albo z ciekawości. Są też takie, które ktoś nam
bardzo wytrwale poleca, albo dostają prestiżową nagrodę i w końcu
i my dajemy się skusić, mimo że przeczuwamy nudę i lodowiec
patosu. Tak było w moim przypadku z filmem Dallas Buyers Club (w
polskim tłumaczeniu Witaj w klubie).